![]() |
Źródło |
Po niezbyt
pochlebnych zdaniach na temat „Królewskiego wygnańca” (recenzje znajdziecie
tutaj) trochę zaczęłam żałować, że zdecydowałam się na zakup „Krwi tyrana”. Z
drugiej strony byłam ciekawa, jak potoczą się losy głównego bohatera, po części
miałam nadzieję, że utrwali swoje uczucia do kobiety, bo w końcu już ma
dwadzieścia dwa lata! Zdziwiło mnie, że jeszcze nie znalazł obiektu westchnień.
Bardzo często autorzy chcą na siłę zrobić z nastolatków dorosłych ludzi, którzy
będą ze sobą do końca życia. W życiu realnym nie zawsze się udaje i takie
związki szybko przepadają. Poza tym wizja dekady, czyli dziesięciu lat po
wydarzeniach z pierwszej części intrygowały i zachęcały do zapoznania się z
kontynuacją. Nie spotkałam się często z tak dużym przeskokiem w czasie,
zazwyczaj było to maksymalnie pięć lat. Na początku trochę dezorientuje nagła
przepaść, która uformowała się przez nieopisanych dziesięć lat, jednak wszystko
jest powoli wyjaśniane, praktycznie w pierwszym rozdziale, więc czytelnik może
szybko zrozumieć nową grę, którą toczą bohaterzy.
„Krew tyrana” rozpoczyna
się prologiem, który jest zaskakujący i bardzo interesujący. Mianowicie
dowiadujemy się, gdzie ukrywa się księżniczka obdarzona Urokiem Valisarów.
Miejsce ich pobytu zawrócił mi w głowie i jednocześnie zaczęłam się zastanawiać,
czemu autorka nie rozmieściła fabuły w wielu równoległych światach, co byłoby
bardziej intrygujące i ciekawsze. Pierwszy rozdział zaczyna się od rozmowy
Loehtara z wiernym sługą rodziny Valisarów, który wprowadza nas do świata
znanego już z pierwszej części i rozpoczyna przez to właściwą historię. Po
dziesięciu latach spokojnego, lecz niebezpiecznego życia znów musi stąpać po
cienkim lodzie, gdy dowiaduje się, że mężczyzna z grupy Kilta Farisa został
ugodzony strzałą, a krew spróbował Obdarzony. Vulpan posiada umiejętność bardzo
przydatną Tyranowi, mianowicie może rozpoznać ludzi, gdy spróbuje
krwi. Freath proponuje nowemu królowi Penraven, by podniósł podatki na północy
Imperium. Jego rozumowanie było proste. Twierdził, że ludzie będą wydawać
swoich, gdy zabraknie pieniędzy na utrzymanie siebie, a co dopiero rodziny. Po
zgodzie Tyrana udał się na północ wraz z Kirinem, jednak miał w tej podróży
ukryty cel. Musiał porozmawiać z przywódcą buntowników, by ostrzec o
niebezpiecznym Obdarowanym, a także by zajęli się rannym mężczyzną. Jak się
później okaże nie będzie to takie proste.
W pierwszej części
poznaliśmy bardzo dobrze wykreowanych bohaterów. Barwnych, także o odmiennych
charakterach, co jest bardzo ciężko uzyskać, gdy przez książkę przewija się
tyle nowych osobistości, czasem nawet epizodycznych. Szczególnie jeden z
bohaterów przykuł moją uwagę, a także ku mojemu zdziwieniu zyskał moją
sympatię. Nie jest nową postacią, jednak poznaje się go z kompletnie innej
strony. Jest młody i podobnie jak niegdyś Leonel umysłowo przerasta swoich
rówieśników, jednak pasuje do niego ta dorosłość w bardzo młodym ciele, a także
nie przeszkadzają jego wywody, które pasują dla człowieka ze stażem na karku.
Jestem nim zauroczona pomimo budzącej się w nim mrocznej mocy, która opanowuje
jego dobry i życzliwy charakter. Jesteśmy świadkami jego przemiany na podłożu
psychicznym, bardzo dobrze jest ukazanie owładnięcia mocy na myśli chłopca i
jego poczynań. Przez co mam wrażenie, że przez to wydaje się, iż ma
problemy psychiczne i w naszym świecie szybko znalazłby się pod obserwacją
psychiatry. Jednak jest niesamowicie barwną postacią, moim zdaniem najlepiej
wykreowaną i najciekawszą w drugiej części serii. W „Królewskim wygnańcu”
nie byłam zadowolona z zbyt wyszukanych słów księcia Leonela, następcy tronu i
głównego bohatera. Po przeczytaniu drugiej części trylogii także nie jestem zwolenniczką
jego zachowania. Teraz wydaje się zbyt niedojrzały do roli króla Penraven, a
także popełnia pochopne decyzje i daje się ponieść emocjom. Przez to, że
autorka zrobiła z niego dwunastoletniego mężczyznę i przez przeskok w czasie
odnosi się wrażanie, że cofnął się umysłowo i zachowuje się zgodnie z wiekiem.
Byłam pewna, że wykreuje odpowiedzialnego nowego króla. Stawiałam na to, że
będzie bardziej wyniosły i władczy, jednak dostałam bardzo dziecinnego
bohatera, którego przysięga, jaką złożył Gavrielovi była ważniejsza od życia
człowieka, który go chronił, a nawet jestem zdolna użyć słowa; czcił.
Jestem niemiłosierną
fanką kruków, więc gdy poznałam Ravena, inteligentnego kruka od razu stał się
jedną z moich ulubionych postaci. Pomysł na stworzenie ptaka, który porozumiewa
się myślami z tajemniczym mężczyzną, który nazywa się Sevriel przyciąga uwagę. Jest
tyle ciekawych bohaterów, że mogłabym o nich pisać cały dzień. Na przykład
kobieta, która uratowała życie Gavrielowi okazuje się być od niego
rozsądniejsza, wyższa i nawet stwierdziłabym, że jest bardziej męska. Autorka
spisała się naprawdę bardzo bobrze kreując postacie, choć parę poprawek bym
wytknęła. Jednak co to za książka bez paru wad?
Fabuła jest równie
ciekawa. Wciągająca, wartka i barwna historia sprawiła, że nie mogłam się
oderwać od lektury, choć nie czytałam jej z wypiekami na twarzy i nie porzucałam
wszystkich spraw na później. Występuje wiele bardzo ciekawych zwrotów akcji, a
temat księżniczki Penraven, która pod opieką brata bliźniaka Gavriela spędziła
swoje życie z dala od królestwa strasznie intryguje, a także nie występuje
często przez co nie byłam znudzona jej występowaniem. A to jeszcze bardziej
zachęcało mnie do czytania. Byłam ciekawa, jak potoczą się dalej wydarzenia, a
także nie mogłam się doczekać, kiedy spotka się z bratem. Na to chyba będę jeszcze
musiała długo poczekać.
„Druga księga
zapierającej dech w piersiach opowieści o dziedzictwie, zemście i
przeznaczeniu!”
Mogę tylko zapewnić, że aż tak bardzo pierwsze zdanie znajdujące się na tyle tomu nie jest przesadzone. Pomimo paru uwag, krytycznych zdań i niesmaku związanego z głównym bohaterem, to jestem zadowolona z lektury. Tym bardziej, że druga odsłona „Trylogii Valisarów” jest dużo ciekawsza! To się nieczęsto zdarza, a nawet stwierdziłabym, że bardzo mało jest serii, w których kolejna część jest lepsza od poprzedniej. Jak po przeczytaniu „Królewskiego wygnańca” wahałabym się sięgnąć po drugą część, tak teraz bez zbędnej zwłoki chwyciłabym ostatni tom. Teraz mogę śmiało polecić każdemu tą trylogię bez cienia wątpliwości i niepewności. Czasami warto dać szanse jakiejkolwiek serii, by móc poczuć zaskoczenie, jakie nosi ze sobą udany zakup i dużo lepiej napisana kontynuacja przygód bohaterów.
---
Po dłuższej
nieobecności w końcu wróciłam. Przepraszam za brak zainteresowania, a także
nagłą nieobecność. Przez ostatnie dni nie miałam nawet chwili, by skorzystać z Internetu.
Niby tyle czasu wolnego w wakacje, a jednak go czasami brakuje. Nie chcę nawet
myśleć, jak będzie, gdy w końcu pójdę do szkoły ;). Nie będę obiecywać, że będę
starać się pisać w miarę regularnie, bo to nie o to chodzi. Jednak mam
nadzieję, że już nigdy nie będzie nagłej nieobecności i tylko trzymam kciuki,
by prowadzić bloga jak najdłużej :).
Moja Droga, bardzo ciekawe są Twoje recenzje, tak wciągające jak niektóre książki ;P Tak trzymaj !
OdpowiedzUsuńDziękuję za tak niesamowity komplement :).
Usuń